For you justify my love...

Wpisy

  • czwartek, 16 listopada 2017
    • Cześć kochanie

      Jestem od dawna przed blokiem na ławce. Nie mam co robić, jak na tę chwilę. Obserwuję od niechcenia i coraz bardziej znudzony okolicę. Już ponad pół godziny, ale po obiedzie, to nie marznę. Jest listopad 2017 roku. Połowa miesiąca. I oto zza rogu bloku „wychynęła” bezdźwięcznym krokiem ta kobietka! Aż mnie zatkało, tak była piękna. Onieśmielała urodą i choć, czego żałowałem, nie odezwałem się do niej, tak mnie zaskoczyła, to na szczęście śmiało i odważnie spojrzałem w Jej brązowe oczka. Miała około 170 cm wzrostu, ale na nogach „trochę koturnu” to wydawała się być wysoka. Lat około 30. Niemiłosiernie zgrabna, o wyrazistej sylwetce. Szybko mnie minęła, to, proszę mi wybaczyć, dostrzegłem patrząc za Nią powabny ruch w okolicach bioder. Tym bardziej, że miała obcisłe, niebieskie spodnie dżinsy. Kurteczka „kusa”, do talii, czerwona, pikowana. To na nią „spływały” długie, proste włosy koloru nie do końca blond, a w odcieniach matowego brązu. Na czole grzywka. Twarz o niezwykle pięknych rysach, szlachetnym zarysie i wręcz doskonała. Powabnie i „witalnie” biała, z dyskretnym makijażem. Całość, że to wyrażę raz jeszcze, nie mająca tu lokalnie żadnego porównania, ani konkurencji. I nigdy Jej tutaj nie widziałem. Żadna kobieta z tego miasta nie jest tak nieskazitelnie piękna! Ta laska, z „innego” świata, zapewne doskonalszego niż tutejsza zwykłość, zdeklasowała wszystkie kobiety, o których pisałem na tych łamach. I wszystkie zamieszkujące tu czy dotychczas spotkane! Takie piękno może reprezentować tylko istota obdarzona tchnieniem życia i to jeszcze z równie finezyjną świadomością, jak podkreślić, wydobyć to, co w układzie condicio sine qua non dane Jej jest z Natury...

      Jest taki dzień, że z wzniosłych tknień! Oto przechodzisz, tutaj, opodal – ja Wiosna, Maj bym tylko dodał! Twe Piękno nie zna tu porównania, dla Niego ważność chwili jakby zadana – jakby Świętem i Fiestą ta niezwykła chwila – gdzie Elegancja, Uroda, Urok, już Miłość! Nie mów mi tylko, że to dla siebie – ja wiem – wiem, że od „wejrzenia pierwszego” już kocham Ciebie! Może jak dziś znów tędy idź – za drugim razem słodkich „sideł nić” - pozwoli mi trwać, żyć, sprawić, by tylko z Tobą być...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      praxis3
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 listopada 2017 19:58
  • poniedziałek, 20 lutego 2017
    • Nie ma jak Monisia

      Oto jest początek lutego. Sobota. Bezbarwne i nudne, w odcieniach bieli i czerni, jest życie mojego miasta czy miasteczka raczej. Od wielu dni przemierzam ulice na granicy chandry i bez wyczucia celu. Celu, który mógłby wnieść kolor i żywioł emocji, w takt najwznioślejszej idei czy zamysłu – pozwalającego nie ulec wpływom czy naciskom zewnętrza, zwłaszcza sugerowanej, nieprzychylnej aury. Tak! Zapomniałem się w tym stanie niemal bez reszty! Opadłem z sił i dałem ponieść degrengoladzie i brakowi sensu. Zapomniane dni światła, jak wczesną wiosną i latem, gdzie właśnie Natura „upomina” wszystkich ludzi, nawet tych, których życie, to znój i ustawiczna walka o przetrwanie, upomina i odsłania przed nami prawdziwą głębię. Teraz te Jej właściwości były rzekomo niedostępne jakby i niemal czy na pewno nie do nośnego wyobrażenia! Ależ czy na pewno?? W tej chwili przepadłem i uległem przygnębieniu i wspomnianej nudzie. Tymczasem Natura i nasza od Niej niezależność, nawet zimą, doprasza się i zarzeka, o odwzorowanie w działaniu i o sens istnienia, w tym Miłość, która i u nas ludzi – jak powszechnie w przyrodzie – z łatwością koi i znosi wszelkie niepokoje i dąsy…

      Kolega wysłał mnie do dyżurnej apteki po pewien specyfik na grypę. Nie do końca przewidział jego cenę, więc musiałem pójść tam raz za razem, mieszkał bowiem dość blisko. Po chwili, gdy już tam się znalazłem, odkryłem, że to nikt inny, jak Ona ma tam dyżur… i ucieszyłem się, że w tak uzasadnionym trybie będę Ją widział i z Nią konwersował aż dwa razy! Cóż za boskie zjawisko, Monisia właśnie! Pisałem już, że ta młoda kobieta nigdy nie spuszcza z tonu i dba o siebie na schwał, co i teraz z wielką estymą i radością, niniejszym czynię. Tym razem Jej piękno było jak eksplozja i w jednej chwili wyrwało mnie z letargu i chandry! Zwłaszcza, że zszokowany tego nie ukryłem, a Monika dostrzegłszy ową atencję, i uznawszy za zbyt śmiałą podjęła ponętną grę polegającą na obronie wręcz swojej tu „niezawisłości”! Ja tymczasem „uwijałem się” we wspomnianych zachłannych spojrzeniach i słowach mających okazać i dociec w czym rzecz – Ona zniewolona takim odniesieniem dbała z coraz mniejszą obawą i zaangażowaniem o zachowanie stosownych granic, dla owych, moich zupełnie spontanicznych zapędów. Słowem dla mnie, wręcz „kolekcjonera” wszelkich budzących zachwyt niezwykłości w z pozoru zwyczajnym świecie, spotkanie to plasowało się u szczytu doznań nie tylko estetycznych, ale i zawartych w samej interakcji, tu oczywiście w ujęciu socjologicznym, a nawet niemal partnerskim. Oto ja jako stały wielbiciel urody i osobowości tej pięknej kobiety; Ona w tym układzie – jak w wyścigu zbrojeń podczas Zimnej Wojny – co rusz „premierowa”, bezprecedensowa, ale i „zadana”, przez swój wybór, obserwacji otoczenia, w tym mojej… Otoczenia, które obiektywnie nie mogło inaczej, jak ja właśnie, zauważać skuteczność Moniki w kreowaniu więcej niż dobrego wrażenia… Ot „kwitnąca”, zawsze cool i trendy, zawsze modna oraz w nienagannym designie, w tym na bieżąco, taka „z ostatniej chwili” co do wręcz nowoczesności i wspomnianej nienaganności w dbałości o absolutnie każdy szczegół wyglądu…

      A zatem jak tym razem Monika wyglądała i co tu było najważniejsze? Z natury rzeczy, jako, że pracowała za ladą i mniemam, że to świetnie wiedziała, wyeksponowała tym razem fryzurę i makijaż. Monika nosi duże okulary, więc słusznie podkreśliła z pozoru chaotycznym ułożeniem, ale ułożeniem właśnie, włosków i wyrazistym białym pudrem na policzkach zwieńczenie jej dzisiejszego pomysłu na piękno, czyli intensywnie wiśniowe, ale i akwarelowo, bosko „rozmyte”, bez konkretnego konturu zatem usta. Do tego świetnie to wszystko współgrało z bielą dyżurnego fartuszka i garderoby, gdzie ton nadawał obwity, okręcony wokół szyi szal w odcieniach bieli, fioletu i lila. Jak to wszystko zobaczyłem, byłem gotów podziwiać owe nieskazitelne dzieło jak najwznioślejszą sztukę! I, jak piszę, dałem temu wyraz także w zwieńczonej słowem „dziękuję”, oczywistej tu miłej konwersacji… 

      Piękno dobyte w każdym calu… Którego nigdy dużo – zawsze za mało! Ale już czara z Twych wiśniowych ust, kropla przelana, doskonałość i mych słów oraz  spojrzeń śmiałych mus! Nigdy nie powiem i nie pozwolę, by ktokolwiek zniósł Twego piękna rolę, Twą urodę, jaka wnosi w życie tylu - Twoich starań o finalne piękno, jakbyś była najstrojniejszym, najszlachetniejszym w barwy i rysy czy zarysy motylem!  Jak ów piękny i wiosenny twór, Ty chcesz i słusznie – być jak inspiracja tuż i a nuż - niebywałą i niemal nierealną czy nie byłą! Tak! Udaje Ci się to w każdej chwili – jesteś Moniko Pięknem – jak Prawdą, co nigdy nie zwiedzie, nie zawiedzie ani nie zmyli…

      (c) praxis1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Nie ma jak Monisia”
      Tagi:
      Autor(ka):
      praxis3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 lutego 2017 20:23
    • Miła przygoda

      Właśnie wyszedłem na chwilę przed pizzerię i w pewnym nie chlubnym celu, chciałem bowiem zapalić. Przelotnie spojrzałem na kilkoro młodych ludzi zmierzających w pobliżu do drzwi lokalu. I masz - kątem oka, odwodząc „zamyślony” wzrok, jednak dostrzegłem, iż młoda, świetna dziewczyna przystanęła, cofnęła się w stronę swojego, jak się okazało, „prawie” nowego chłopaka i powiedziała cicho patrząc na mnie: „Kto mnie uratuje?” – z wyrazem niedowierzania, ale i strachu z powodu już tlącego się odniesienia, któremu chciała nierozsądnie zaprzeczyć. Myślała zapewne o swoich koleżankach, i wiedziała, że jestem przez niektóre z nich czasem więcej niż lubiany. Chyba, ba – pewnie jakieś młodzieńcze miłostki doświadczały te panny. Jestem przystojny i interesuję się kobietami w każdym wieku, nie ukrywam tego, liczę na miłość i spełnienie w uczuciu w każdym calu i przypadku. Zatem wiem, że tak jest właśnie – jak ja nimi, tak młode kobiety też i mną się interesują. Ale dajmy spokój temu wątkowi – to było by zbyt nieskromne. Tu zauważę, że bieg dalszych wydarzeń i kolejnych spotkań tego układu towarzyskiego przekonał mnie, iż kobieta ta z pewnością miała i w swoim przypadku na myśli miłe emocje ku mnie adresowane. Była z takich super dynamicznych i powabnych dwudziestolatek, jakie najbardziej mi, choć bardziej z ciekawości niż „na poważnie”, imponują. Oryginalna z urody, w tym kształtów ciała, o wyróżniającym Ją sposobie poruszania się z uwagi na owe proporcje i interesującej, pięknej twarzy, gdzie zwracały uwagę naprawdę duże, urokliwe oczy. Przy tym jak to u kobiet zwykle norma – nienagannie, elegancko i z wyobraźnią, choć w ramach wycyzelowanego pomysłu, ubrana. Super dziewczyna! By nieco ostudzić emocje przy kolejnym spotkaniu porozmawiałem z Jej chłopakiem w Jej obecności dodając dziewczynie otuchy tą nazwijmy to „zgodą” na niemal pozornego rywala. A nóż jeszcze tu się coś konkretniejszego wydarzy? Nie wiem… Wiem, że jednak liczę nie na miłostkę i przelotne czy nie trwałe odniesienie, które mogło by nas przy Jej oporze połączyć, a świadome, dojrzałe, oparte o nieodparte przeświadczenie uczucie, które dopiero wówczas warte jest zachodu i kultywowania. To doświadczenie odebrałem jako jednak miłe i optymistyczne, i prostoduszne czy roztkliwiające zarazem, a więc spoko – fajna dziewczyna i miła przygoda, że się kompromisowo wyrażę!

      Pamiętaj w porę, wiedz, gdzie ten sens. Gdzie Miłość może zaprowadzić, ponieść miło Cię. Choć zwykle na głębię i spełnienie, gdy zawsze wiesz, gdy zawsze „chcenie”! Dobrze, by w porę powiedzieć „stop”, nim już My nadamy uczuciu życia tok! Ja jednak potrafię zadbać jak każdy, o istotny szczegół i konkret ważny… Zatem miej tu moje przyzwolenie – gdy i ja i Ty idziemy w dal, by mieć w każdym calu Losu wypełnienie…

      (c) praxis1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Miła przygoda”
      Tagi:
      Autor(ka):
      praxis3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 lutego 2017 20:17
  • czwartek, 17 listopada 2016
    • Blondi fizykalnie co słuszne

      Kilka dni wstecz poszedłem sobie na pepsi do pizzerii. Była wczesna noc, chłodno, ziąb, wiadomo, listopad. Właśnie paliłem na zewnątrz, gdy nadeszła Ona – z koleżanką. Od razu zwróciła moją uwagę i słusznie! Zaraz do tego przejdziemy. Wróciłem do stolika i sączyłem powoli napój rurką spoglądając więcej niż śmiało, ale dyskretnie w Jej stronę. Ona była jednak z tych kobiet, które lubią być adorowane i dość często wstawała, to do baru, to znów łazienki. Ojej jak kręciła się ta „kwoczka” hi hi. Jak bym miał tylko jakiś znak, że „to dla mnie” te „boskie poruszenia” – wziął bym się ostro do dzieła. Miła, klimaksowo zadbana, porywająco piękna i rzucająca tym pięknem na kolana wszystkich – od koneserów i elity, takiej jak ja, po hołotę. Ubrana była w czerwoną, luźną koszulę w kratę z kołnierzykiem i także luźne spodnie dżinsy w kolorze niebieskim. Włoski blond, „zadane” luzem i jak słoneczko wokół pucatej i okrągłej twarzyczki o nienagannej cerze. Trochę jak „W.” z niedawnego opowiadania. Oczka średnio duże, kto wie, może zielone lub niebieskie? To by było dopiero. Jednak ta młoda kobieta mimo zauważalnej w zachowaniu skromności w spektrum innych aspektów osobowości, śmiało sobie poczynała w kwestii sex apelu. Oto zapewne nie miała biustonosza, ponieważ dostrzegłem, że piersi Jej jędrnie i powabnie „spływały” pod koszulą ku dołowi, takie cudowne kulminacje ciała o słodkim zarysie. I to nie wszystko – w podobnym „tonie” przygrywała pożądaniu ogólnie Jej sylwetka. Nie wiem – chyba lubiła się obijać i leżeć lub siedzieć przy kompie, bo miała kusząco nieco zgarbione plecki i wysunięty za linię nóg na kształt płytkiego „S” spód korpusu, tuż przy nazwijmy to „tych” hi hi okolicach, które takie banalne, a tak godne najwyższej uwagi i pożądania, eh! Słowem to pod Jej znakiem minął mi pobyt przy pepsi i chwalę sobie – takiego piękna i oryginalności nie spotyka się na co dzień…

      Czy Ty to wiesz, że oddam Ci cześć, jeśli opowiem o Tobie wszędzie gdzieś… Jak jesteś piękna, aż porażasz, a nawet nie skarcisz mnie mówiąc - „co Ty sobie wyobrażasz??” Zgódź się na tych śmiałych słów kilka, skoro ja wiem, co stanowisz od pasa do tyłeczka czy bez pruderii - tyłka! Lecz ja najbardziej chwalę sobie powiedzieć miło coś o Twojej osobie. O tym, żeś zawsze gotowa, mądrością służyć, jak Minerwy sowa… A Ona to, tak to, właśnie wie, że - bez tej wzajemności i przystawania, nie będzie nigdy Miłość nam dana. Ta Miłość jest właśnie tam i tu, gdzie i powszedni cel oraz zdrój mój. Gdzie męskość się z kobiecością styka, jak apogeum koncertu i gra tam najpiękniejsza muzyka…

      (c) praxis1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      praxis3
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 listopada 2016 15:02
  • sobota, 29 października 2016
    • Wątpiąca i sceptyczna ale przynajmniej zaciekawiona

      Co my? No rzeczywiście… Dziś spotkałem ją po raz pierwszy, ale dwukrotnie… Najpierw była dość przychylna i zainteresowana, choć tylko abstrakcyjnie i teoretycznie. Stała w towarzystwie kolegów i gdy wychodziłem z domu – długo patrząc mi w oczy przyglądała mi się z wyraźnym zaciekawieniem. Starała się imponować, ale dość neutralnie i pro forma, choć było to jednak do mnie adresowane. A nóż to ja? Zdawała się mówić swoim zachowaniem… Ale ja co? A może jestem fajnym facetem w sam raz z Jej perspektywy. Miałem wrażenie, że skądś mnie znała i zastanawiała się już kiedyś nad tym i w tym kontekście. Dlatego choć dzieliła nas różnica wieku, w Jej zachowaniu dało się dostrzec świeżość, aktualność i w ogóle fakt takich rozważań. I nie myliłem się. Po dwóch godzinach znów Ją spotkałem i tym razem wprost jawnie „uprawiała” taką analizę – w skupieniu, skoncentrowaniu mi się przyglądała i namyślała! Jej wyraz twarzy zmieniał się wraz z linią raz mniej, innym razem bardziej przychylnych myśli. Laska nie stroniła od śmiałych wniosków i co z dumą zauważyłem – czuła się raczej swobodnie, w ogóle nie zobowiązana, śmiała i pewna siebie w moim towarzystwie. Z pewnością stała za tym zjawiskiem również bardzo tu ważna Jej świadomość własnych zalet, od urody, przez wygląd i  osobowość, po inteligencję. Wszystko zatem – pełna integralność i pewność tylko pozytywnych przekonań na swój temat, łącznie ze świadomością, że są prawdziwe i słuszne oraz jedyne możliwe. Oto kilka szczegółów całego zdarzenia w drugiej „odsłonie”.

      Byłem właśnie w jednej z firm w moim mieście gdy weszła tam właśnie Ona, w towarzystwie bardzo dorosłych znajomych lub rodziny. Stąd też i dlatego zapewne czuła się notabene aż tak śmiało i bez pruderyjnie. Zacząłem właśnie rozmowę z pracownikiem owej firmy – Ona była tuż obok. I co się okazało? Kobieta ta patrzyła mi prosto w oczy w skupieniu i z natężeniem oraz uwagą, namyślając się cały czas intensywnie, jakbym rozmawiał tylko i wyłącznie oraz w ogóle z Nią! Na Jej twarzy malowała się postawa czasem respektu, czasem dopuszczalności, ale i „przesilenia” bezpośredniością i odwagą obecnych zapewne w Jej myślach. Była bowiem wyraźnie to skrajnie przychylna, to znów nieco skonsternowana wraz z tokiem mojej wypowiedzi. I chwalę sobie, jak już pisałem, jawnie to demonstrowała! Na koniec z wyraźną ulgą odetchnęła i odwróciła wzrok – chyba zaspokoiła swoje zaciekawienie, ale przede wszystkim podjęła, ja mam nadzieję, i tu napiszę, że tylko chyba pozytywną decyzję nieokreślonego rodzaju… W każdym razie mimiką twarzy powiedziała w linii mojego wywodu „No właśnie!” i to mnie wyzwoliło, uspokoiło, pozwoliło odsapnąć od „zniewolenia” Jej egzaltacją i prawie nonszalanckim zachowaniem. Może też i to tu było istotne, że tak szybko się znów spotkaliśmy, co wyzwoliło całe zajście o wspomnianej naturze i sensie… Ubrana była w średnio obcisłe dżinsy koloru nie intensywny niebieski, bodaj białe, sportowe buciki, adidasy i kurtkę blada zieleń. Naturalna blondynka, bardzo ładna z twarzy i ogólnie atrakcyjna młoda kobieta, ale tak młoda, że o atrybutach jak widać dziewczęcości w obyciu i wyglądzie. Dość wysoka, zgrabna, proporcjonalna. Nienaganna w linii ciała i ubioru. Boska…

      Nie wiem, choć chciałbym wiedzieć. Czy Ty jesteś dla mnie – czy ze mną będziesz. Choć czasem mam to – ponowne spotkanie, i czekam tęskniąc, wprost liczę na nie! Jesteś tu, choć nie widzę Cię często – lecz ja zawsze mam radość namiętną… Gdy znów Cię spotkam, może się zdarzy – zobaczę uśmiech na Twojej twarzy! I w linii już tego zdarzenia, jak uśmiech wypowiem słowa poważne, nie zwyczajne, jakby nie do powiedzenia… Że radość przynosi z Tobą spotkanie, że jest ono jak spełnienie marzeń – że  właśnie widzieć Cię - to najważniejsze, pośród zwykłych, innych zdarzeń…  

      (c) praxis1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wątpiąca i sceptyczna ale przynajmniej zaciekawiona”
      Tagi:
      Autor(ka):
      praxis3
      Czas publikacji:
      sobota, 29 października 2016 11:25

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa