For you justify my love...

Wpisy

  • wtorek, 17 lipca 2018
    • Niegdyś bardziej przychylna

      Dziś już wiem... Ta małolata wielce kombinowała o mnie – rozmyślała, analizowała, konstatowała itd. i tylko mam nadzieję, że nie według klucza plotek... Po czym to poznaję? Z dnia na dzień bieżących wakacji, kiedy częściej się spotykamy, też na osiedlu, jest bardziej „na offa” - czyli niestety niechętna! Oto kilkadziesiąt minut wstecz, ta niesamowicie piękna dziewczyna, przeszła nie jak kiedyś tuż obok mnie, zgoła prowokacyjnie i „zadana” nie tylko odpowiedzi na entuzjastyczne „dzień dobry!” - ale przejściem przy sąsiednim bloku. Jak to u kobiet – wyczuwała moje zainteresowanie, bardziej niż dostrzegła, choć oczywiście przelotny kontakt wzrokowy był podstawą tej interakcji, i zaowocował grymasem nie tylko obojętności, ale, jak piszę, nawet niechęci na Jej twarzy... No cóż, coś się zaczyna i kończy, jednak wiek tej kobiety usprawiedliwiał bardziej bezpośrednią „nutę” tego nastawienia i jego demonstracji... Powiem szkoda – tak „transparentnego” piękna tu nie uświadczysz, a niewiasta tyle czasu była jednak bardziej przychylna...

      

      Ubrana była w koszulę flanela w dużą, biało – niebieską kratę. Na nogach ciasno opisujące linię szałowo zgrabnych nóżek i talii – białawe dżinsy. Buciki lekkie i białe, letnie. Pod prawą pachą duża torebka, trzymana także pod łokciem, koloru „kość słoniowa”. Nad tym wszystkim nieziemskie clou, pointa - „fanfara” jasnych blond włosków, o raczej cienkiej fakturze i linii, czyli w innym przypadku powiedzielibyśmy „szopa”. Tu jednak pejoratywy były zakazane, tak pięknie owe włoski pasowały do owalu, szlachetności, a także linii drobnych ust na Jej pięknej twarzy... I jeszcze coś najważniejszego, może dla „starego wyjadacza” - ciało tej młodej kobiety wprost emanowało sexem, jako że „róża” była w jego, tego ciała, zarysie i proporcji, wprost „oczywista i domyślna”...

      

      Wiem, jaka jesteś – gdy patrzę – mam to! Że precz odchodzi całe zło... Miłość znosi jego pęta – tak! Jesteś tak Piękna! Miłość może mieć kres, gdy tego pragniemy. Gdy znosi Ją trud – którego chcemy... Zatem wybaczam i życzę pomyślności – już tylko dla uwielbienia Twej powierzchowności... Żyj gdzie chcesz i jak – ja zapamiętam jednak tamten znak! Gdy samotnie szedłem trotuarem – Ty jawiłaś się wielkim darem... Dobra to był przypadek, lecz jakby ponawiany – żeś mi przychylna – te „oczu tany”! Smutek może, czy zamyślenie – tego już nie ma... Dlaczego?? Ja nie wiem...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      praxis3
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 lipca 2018 19:09
  • sobota, 07 lipca 2018
    • Inspirująca choć chłodna i skromna

      A oto obrazek sprzed chwili... Z samochodu pewnym krokiem długich iście „po nieboskłon” nóżek, zdobnych w czarne szpilki wychodzi Ona – piękna nieznajoma z Radomia. Podchodzi blisko i staje w kolejce do bankomatu. Nie wypadało się ujawniać, tym smakowaniem jej powabu, więc widziałem Ją niemal ułamek sekundy. Miała na sobie obcisłe, równe dżinsy w kolorze intensywny granat – powyżej czerwoną bluzeczkę z zakasanymi czy podciągniętymi pod łokcie rękawami. Kobieta niezwykle, choć oryginalnie, piękna! Twarzyczka z bardzo dyskretnym makijażem, pociągła i „obła”. Włoski z grzywką powyżej kresek brwi i upięte w finezyjnie uczesany, bardzo długi, prosty acz „ruchliwy” – ze „ściegiem” włosów kucyk. Ta niewiasta, choć niesamowicie piękna, wysoka i nieziemsko zgrabna, ubiorem i zachowaniem dążyła do pewnej dyskrecji, a nawet „chłodu” w prezencji. Jej, tej „emanacji” kontroli i na pewno utrzymania się trochę w tle, ale bez zarzutu nie bycia modną czy właśnie Piękną. Była jednak dla mnie inspiracją dzisiejszego poranka. Pewnie za Jej postawą stało także spełnienie w Miłości. Tak pięknej kobiety dawno tu nie widziałem...

       

      Powiem to czy wykrzyczę! Coś znane znakomicie. Jest czas – by dawać i trochę brać... Lecz gdy się wypełni Serce uczuciem – wszystko już gra inną nutę! Dziś Twe Piękno – Nieznajoma – mnie inspiruje do większych dokonań... Jednak Ty, Jedyna, to wiedz – dla Ciebie chce je mieć! Tobie określę przestrzeń i czas – by Miłość ma i Twoja łączyła Nas... Byś otworzyła „na schwał” Twego serca podwoje – po to dokonań mych dzieją się znoje...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      praxis3
      Czas publikacji:
      sobota, 07 lipca 2018 10:14
  • środa, 13 czerwca 2018
    • Tajemnicza Piękność

      Obserwuję tą młodą kobietę od dawna... Jest niezwykle piękna! Średniego, ale z oceną jednak – dość wysoka, wzrostu. Fantastyczne, długie i „daleko na plecy” blond włoski, zawsze, czy spokojnie czy wiatr, nienagannie ułożone, „przebrane”, „przeczesane”, stąd - „posłuszne”, a że, nazwijmy to nieelegancko – grube czy „witalne” lepiej i zawsze zadbane – układają się finezyjnie i ponętnie. „Opisują” przy tym nie tylko przepiękny owal twarzyczki dziewczyny, ale i szlachetny zarys głowy. Kobieta ta ubiera się raczej kontrolując, niż „epatując” nimi owe własne wdzięki i raczej skromnie. Ale to „tylko” Jej „metoda”, jak u Monisi, na „dobycie” czy „wskazanie” na, tak, z pewnością, Piękno, jakie stanowi Jej pełne wdzięku i szlachetności ciało. Gdzie by nie spojrzeć – powala z nóg Jej uroda. Ona w wyrafinowany sposób, w związku z ową „samoświadomością” własnego Piękna, dyskretnie jednak, z niewątpliwą „racją” po swojej stronie i całego procederu, „zadaje” czy „łaskawie”, tak, to wręcz „audiencja”, „dopust”, i „łaska”, a nawet „szansa” i „pewność sukcesu”, „wygranej”, tak zatem „podaje” otoczeniu „siebie” - w tyleż sprytnie i powściągliwie, jak piszę, co pod kontrolą, i intelektu i „kanonu skromności” ponętny sposób. Jest bowiem zapewne niezwykle inteligentna i bawi się oraz „kieruje” przebiegiem każdego niewątpliwego wydarzenia, jakim jest Jej pojawienie się, w jakiejkolwiek roli by nie była. Tak - osobista świadomość własnej urody wpływa czy wypływa, „emanuje” z Jej zachowania „on the adge” - na granicy utrzymywanych właśnie na wodzy takich atrybutów i konsekwencji, jak „próżność” czy „konsumpcja” nawet. Ale to jest laska!! Z taką dziewczyną sięga się zapewne do granic szczęścia i relacji, uczucia. Ona nie tylko wie, że może, Ona potrafi wszystko, co do tak miłej interakcji. Moje marzenie, to na początek poznać Jej imię. Potem jak „Bóg da” ponieść się w przestrzeń tego co już znam, ale tu można z pewnością osiągnąć i „sięgnąć” poza wiele właśnie znanych sobie granic i do skrajnie nowych, nieznanych zupełnie odkryć i „doznań” w wymiarze Szlachetnego Piękna w każdym ze znanych i nie znanych właśnie rodzajów...


      O tak! Piękna dziewczyno. Twe sekrety – znam, lecz szanuję, tak trzeba, by Twe Piękno „dalszym tokiem” żyło, a wszystko szlachetnie „przyozdobiło”! Mimo, że jakby kończy się „gra”, gdy Tajemnicę Twoją się zna, że me spojrzenie już nadto śmiałe – bez krygowania, obawy, kto w tych warunkach „ma je” – szansę tę jednak to wszystko nam da - wspólnych dróg smak, i żadnych przeszkód, tych dróg rozstaja z pewnością brak: Tak iść dalej już razem tak na wieki, po „złote runo”, i po Czasu kres daleki... I tak! „Na wieczność”, na zawsze - „Kochanie moje” - razem, tylko we dwoje...

      (c) praxis1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      praxis3
      Czas publikacji:
      środa, 13 czerwca 2018 08:29
  • czwartek, 16 listopada 2017
    • Cześć kochanie

      Jestem od dawna przed blokiem na ławce. Nie mam co robić, jak na tę chwilę. Obserwuję od niechcenia i coraz bardziej znudzony okolicę. Już ponad pół godziny, ale po obiedzie, to nie marznę. Jest listopad 2017 roku. Połowa miesiąca. I oto zza rogu bloku „wychynęła” bezdźwięcznym krokiem ta kobietka! Aż mnie zatkało, tak była piękna. Onieśmielała urodą i choć, czego żałowałem, nie odezwałem się do niej, tak mnie zaskoczyła, to na szczęście śmiało i odważnie spojrzałem w Jej brązowe oczka. Miała około 170 cm wzrostu, ale na nogach „trochę koturnu” to wydawała się być wysoka. Lat około 30. Niemiłosiernie zgrabna, o wyrazistej sylwetce. Szybko mnie minęła, to, proszę mi wybaczyć, dostrzegłem patrząc za Nią powabny ruch w okolicach bioder. Tym bardziej, że miała obcisłe, niebieskie spodnie dżinsy. Kurteczka „kusa”, do talii, czerwona, pikowana. To na nią „spływały” długie, proste włosy koloru nie do końca blond, a w odcieniach matowego brązu. Na czole grzywka. Twarz o niezwykle pięknych rysach, szlachetnym zarysie i wręcz doskonała. Powabnie i „witalnie” biała, z dyskretnym makijażem. Całość, że to wyrażę raz jeszcze, nie mająca tu lokalnie żadnego porównania, ani konkurencji. I nigdy Jej tutaj nie widziałem. Żadna kobieta z tego miasta nie jest tak nieskazitelnie piękna! Ta laska, z „innego” świata, zapewne doskonalszego niż tutejsza zwykłość, zdeklasowała wszystkie kobiety, o których pisałem na tych łamach. I wszystkie zamieszkujące tu czy dotychczas spotkane! Takie piękno może reprezentować tylko istota obdarzona tchnieniem życia i to jeszcze z równie finezyjną świadomością, jak podkreślić, wydobyć to, co w układzie condicio sine qua non dane Jej jest z Natury...

      Jest taki dzień, że z wzniosłych tknień! Oto przechodzisz, tutaj, opodal – ja Wiosna, Maj bym tylko dodał! Twe Piękno nie zna tu porównania, dla Niego ważność chwili jakby zadana – jakby Świętem i Fiestą ta niezwykła chwila – gdzie Elegancja, Uroda, Urok, już Miłość! Nie mów mi tylko, że to dla siebie – ja wiem – wiem, że od „wejrzenia pierwszego” już kocham Ciebie! Może jak dziś znów tędy idź – za drugim razem słodkich „sideł nić” - pozwoli mi trwać, żyć, sprawić, by tylko z Tobą być...

      (c) praxis1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      praxis3
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 listopada 2017 19:58
  • poniedziałek, 20 lutego 2017
    • Nie ma jak Monisia

      Oto jest początek lutego. Sobota. Bezbarwne i nudne, w odcieniach bieli i czerni, jest życie mojego miasta czy miasteczka raczej. Od wielu dni przemierzam ulice na granicy chandry i bez wyczucia celu. Celu, który mógłby wnieść kolor i żywioł emocji, w takt najwznioślejszej idei czy zamysłu – pozwalającego nie ulec wpływom czy naciskom zewnętrza, zwłaszcza sugerowanej, nieprzychylnej aury. Tak! Zapomniałem się w tym stanie niemal bez reszty! Opadłem z sił i dałem ponieść degrengoladzie i brakowi sensu. Zapomniane dni światła, jak wczesną wiosną i latem, gdzie właśnie Natura „upomina” wszystkich ludzi, nawet tych, których życie, to znój i ustawiczna walka o przetrwanie, upomina i odsłania przed nami prawdziwą głębię. Teraz te Jej właściwości były rzekomo niedostępne jakby i niemal czy na pewno nie do nośnego wyobrażenia! Ależ czy na pewno?? W tej chwili przepadłem i uległem przygnębieniu i wspomnianej nudzie. Tymczasem Natura i nasza od Niej niezależność, nawet zimą, doprasza się i zarzeka, o odwzorowanie w działaniu i o sens istnienia, w tym Miłość, która i u nas ludzi – jak powszechnie w przyrodzie – z łatwością koi i znosi wszelkie niepokoje i dąsy…

      Kolega wysłał mnie do dyżurnej apteki po pewien specyfik na grypę. Nie do końca przewidział jego cenę, więc musiałem pójść tam raz za razem, mieszkał bowiem dość blisko. Po chwili, gdy już tam się znalazłem, odkryłem, że to nikt inny, jak Ona ma tam dyżur… i ucieszyłem się, że w tak uzasadnionym trybie będę Ją widział i z Nią konwersował aż dwa razy! Cóż za boskie zjawisko, Monisia właśnie! Pisałem już, że ta młoda kobieta nigdy nie spuszcza z tonu i dba o siebie na schwał, co i teraz z wielką estymą i radością, niniejszym czynię. Tym razem Jej piękno było jak eksplozja i w jednej chwili wyrwało mnie z letargu i chandry! Zwłaszcza, że zszokowany tego nie ukryłem, a Monika dostrzegłszy ową atencję, i uznawszy za zbyt śmiałą podjęła ponętną grę polegającą na obronie wręcz swojej tu „niezawisłości”! Ja tymczasem „uwijałem się” we wspomnianych zachłannych spojrzeniach i słowach mających okazać i dociec w czym rzecz – Ona zniewolona takim odniesieniem dbała z coraz mniejszą obawą i zaangażowaniem o zachowanie stosownych granic, dla owych, moich zupełnie spontanicznych zapędów. Słowem dla mnie, wręcz „kolekcjonera” wszelkich budzących zachwyt niezwykłości w z pozoru zwyczajnym świecie, spotkanie to plasowało się u szczytu doznań nie tylko estetycznych, ale i zawartych w samej interakcji, tu oczywiście w ujęciu socjologicznym, a nawet niemal partnerskim. Oto ja jako stały wielbiciel urody i osobowości tej pięknej kobiety; Ona w tym układzie – jak w wyścigu zbrojeń podczas Zimnej Wojny – co rusz „premierowa”, bezprecedensowa, ale i „zadana”, przez swój wybór, obserwacji otoczenia, w tym mojej… Otoczenia, które obiektywnie nie mogło inaczej, jak ja właśnie, zauważać skuteczność Moniki w kreowaniu więcej niż dobrego wrażenia… Ot „kwitnąca”, zawsze cool i trendy, zawsze modna oraz w nienagannym designie, w tym na bieżąco, taka „z ostatniej chwili” co do wręcz nowoczesności i wspomnianej nienaganności w dbałości o absolutnie każdy szczegół wyglądu…

      A zatem jak tym razem Monika wyglądała i co tu było najważniejsze? Z natury rzeczy, jako, że pracowała za ladą i mniemam, że to świetnie wiedziała, wyeksponowała tym razem fryzurę i makijaż. Monika nosi duże okulary, więc słusznie podkreśliła z pozoru chaotycznym ułożeniem, ale ułożeniem właśnie, włosków i wyrazistym białym pudrem na policzkach zwieńczenie jej dzisiejszego pomysłu na piękno, czyli intensywnie wiśniowe, ale i akwarelowo, bosko „rozmyte”, bez konkretnego konturu zatem usta. Do tego świetnie to wszystko współgrało z bielą dyżurnego fartuszka i garderoby, gdzie ton nadawał obwity, okręcony wokół szyi szal w odcieniach bieli, fioletu i lila. Jak to wszystko zobaczyłem, byłem gotów podziwiać owe nieskazitelne dzieło jak najwznioślejszą sztukę! I, jak piszę, dałem temu wyraz także w zwieńczonej słowem „dziękuję”, oczywistej tu miłej konwersacji… 

      Piękno dobyte w każdym calu… Którego nigdy dużo – zawsze za mało! Ale już czara z Twych wiśniowych ust, kropla przelana, doskonałość i mych słów oraz  spojrzeń śmiałych mus! Nigdy nie powiem i nie pozwolę, by ktokolwiek zniósł Twego piękna rolę, Twą urodę, jaka wnosi w życie tylu - Twoich starań o finalne piękno, jakbyś była najstrojniejszym, najszlachetniejszym w barwy i rysy czy zarysy motylem!  Jak ów piękny i wiosenny twór, Ty chcesz i słusznie – być jak inspiracja tuż i a nuż - niebywałą i niemal nierealną czy nie byłą! Tak! Udaje Ci się to w każdej chwili – jesteś Moniko Pięknem – jak Prawdą, co nigdy nie zwiedzie, nie zawiedzie ani nie zmyli…

      (c) praxis1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Nie ma jak Monisia”
      Tagi:
      Autor(ka):
      praxis3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 lutego 2017 20:23

Kalendarz

Listopad 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa